Pojechałem na zbiórkę STC. Czekali tam już Marcin i Krzysiek. Zdecydowaliśmy się jechać na Krościenko. Było wtedy bardzo zimno. Przejechaliśmy przez Chełmiec i już główną drogą do celu. Tempo było raz szybsze, raz wolniejsze, ale dobra średnia wyszła. W Krościenku zatrzymaliśmy się, żeby coś przekąsić i już z powrotem do domu. Momentami przeszkadzał wiatr. W Starym Sączu miałem 97km, więc dokręciłem jeszcze do setki. Wyjazd bardzo udany, wiele kolarzy po drodze. Nie spodziewałem się, że uda mi się zrobić 100 w zimie:).
Uff, dzisiaj było ciężko. Na płaskim Marcin musiał w pewnym momencie na mnie czekać. Z powrotem straszny wiatr. Powrót przez Przysietnicę - na podjazdach znacznie lepiej się czuję.
Kolejny raz z Marcinem. Pojechaliśmy na zbiórkę, ale nikogo nie było - możliwe, że byliśmy za późno. jedziemy więc na pierwszy podjazd - Librantową. bardzo spokojnie. Na górze zero ruchu, później dosyć niebezpieczny zjazd do NS. Następnie kolejny podjazd, tym razem trochę mocniej. Później jedziemy w kierunku Nawojowej - wiatr wtedy strasznie nam przeszkadzał. Już dosyć zmęczeni robimy ostatni podjazd - Żeleźnikową, po czym rozjeżdżamy się do domów w Biegonicach. Było ciężko, ale jestem zadowolony.
Umówiłem się z Marcinem. Najpierw pojechaliśmy na Piwniczną, ale wiało tak mocno, że ciężko było się utrzymać. Wtedy zadecydowaliśmy, że jedziemy na Moszczenicę. W planach były 3 pętle, ale na 1. zjeździe byliśmy już cali w błocie. Pierwszy podjazd poszedł słabo, Marcin musiał na mnie chwilę czekać. Później już znacznie szybciej, szybki zjazd i do domu. Cali w błocie.:(
Szybciutko po szkole, żeby wykorzystać słoneczny dzień. Jak się później okazało, wcale nie było tak ciepło, a słońce schowało się szybko. Z formą nie jest na szczęście tak źle. Krótko, bo zaraz czeka mnie wizyta u dentysty:(.
Pierwszy raz w tym roku. Umówiłem się z Marcinem i ruszyliśmy pierw na Moszczenicę, później zjazd do Barcic. Następnie pod wiatr do Rytra i pod Perłę Południa. Z powrotem szybko, aż za szybko jak na pierwszy raz.:) Udało mi się przetestować nowy strój Saxo Bank. Jestem bardzo zadowolony. Oby śnieg już nie wracał...
Nauka jazdy na rowerze trwała u mnie jakiś rok:). W dzieciństwie był to tylko środek lokomocji, służący do jeżdżenia wokół bloku, czasem na dalsze (wtedy 20km) wycieczki z rodzicami. Teraz rowery to moja największa pasja. Na początku jeździłem na góralu, ale teraz przesiadłem się na szosówkę. Choć mój najdalszy życiowy dystans to tylko 150km, to z miesiąca na miesiąc jeżdżę coraz więcej, dalej, pod większe górki.
GG:13845371 (zawsze niewidoczny)