Tradycyjnie spotkałem się z Marcinem na rondzie. Decyzja, ze jedziemy na Czarny Potok. Nogi nas trochę bolały po wczorajszym, więc najpierw spokojnie, ok. 30km/h. Zaczyna się podjazd, w dodatku z czołowym wiatrem, więc prędkość spada do 26. Jakoś wtaczamy się na szczyt. Później szybki zjazd do Łącka i do Chełmca z ciągłym wiatrem w plecy, prędkość pod 40. Następnie już samotnie z Sącza do domu.
Spotkałem się z Marcinem na rondzie i wspólnie udaliśmy się pierw w kierunku Brzeznej. Tam skręciliśmy i wyjechaliśmy na główną do Chełmca. Do tej pory tempo bardzo dobre, ale niestety w korku na światłach średnia spadła. Później na podjazd w Rdziostowie. Szybko wtaczamy się na górę, chwilka postoju i na dół. Znów światła, później już bardzo szybkim tempem do Gołkowic i powrót. Wyjazd udany, ale trochę krótki z powodu zachodzącego słońca.
Kolejny weekend z STC, również w tym samym składzie co ostatnio. Pojechaliśmy pierw przez Chełmiec, później na nowy most i do Piwnicznej. Tam chwilowy postój i powrót. Temperatura komfortowa, zmiany sprawnie nam szły. Bardzo udany trening:).
Pojechałem na zbiórkę STC. Czekali tam już Marcin i Krzysiek. Zdecydowaliśmy się jechać na Krościenko. Było wtedy bardzo zimno. Przejechaliśmy przez Chełmiec i już główną drogą do celu. Tempo było raz szybsze, raz wolniejsze, ale dobra średnia wyszła. W Krościenku zatrzymaliśmy się, żeby coś przekąsić i już z powrotem do domu. Momentami przeszkadzał wiatr. W Starym Sączu miałem 97km, więc dokręciłem jeszcze do setki. Wyjazd bardzo udany, wiele kolarzy po drodze. Nie spodziewałem się, że uda mi się zrobić 100 w zimie:).
Uff, dzisiaj było ciężko. Na płaskim Marcin musiał w pewnym momencie na mnie czekać. Z powrotem straszny wiatr. Powrót przez Przysietnicę - na podjazdach znacznie lepiej się czuję.
Kolejny raz z Marcinem. Pojechaliśmy na zbiórkę, ale nikogo nie było - możliwe, że byliśmy za późno. jedziemy więc na pierwszy podjazd - Librantową. bardzo spokojnie. Na górze zero ruchu, później dosyć niebezpieczny zjazd do NS. Następnie kolejny podjazd, tym razem trochę mocniej. Później jedziemy w kierunku Nawojowej - wiatr wtedy strasznie nam przeszkadzał. Już dosyć zmęczeni robimy ostatni podjazd - Żeleźnikową, po czym rozjeżdżamy się do domów w Biegonicach. Było ciężko, ale jestem zadowolony.
Umówiłem się z Marcinem. Najpierw pojechaliśmy na Piwniczną, ale wiało tak mocno, że ciężko było się utrzymać. Wtedy zadecydowaliśmy, że jedziemy na Moszczenicę. W planach były 3 pętle, ale na 1. zjeździe byliśmy już cali w błocie. Pierwszy podjazd poszedł słabo, Marcin musiał na mnie chwilę czekać. Później już znacznie szybciej, szybki zjazd i do domu. Cali w błocie.:(
Nauka jazdy na rowerze trwała u mnie jakiś rok:). W dzieciństwie był to tylko środek lokomocji, służący do jeżdżenia wokół bloku, czasem na dalsze (wtedy 20km) wycieczki z rodzicami. Teraz rowery to moja największa pasja. Na początku jeździłem na góralu, ale teraz przesiadłem się na szosówkę. Choć mój najdalszy życiowy dystans to tylko 150km, to z miesiąca na miesiąc jeżdżę coraz więcej, dalej, pod większe górki.
GG:13845371 (zawsze niewidoczny)