Na początku do kolegi, pomóc w remoncie, a później razem z nim na wycieczkę. Trochę mała średnia, bo sporo podjazdów, a w drodze powrotnej złapał nas mocny wiatr.:( Ogólnie było fajnie, tylko trochę krótko.
Cały dzień siedziałem w domu, bo pogoda nie zachęcała do wyjścia, (deszczowo, pochmurno). Dopiero wieczorkiem zaczęło się przejaśniać - no to na rowerek. Po drodze spotkałem tatę kolegi, który też jechał na swojej szosówce i pojechaliśmy razem w stronę Łącka. Im dalej, tym większe chmury. Zawróciliśmy już do domu, a tu nagle jak się rozlało... Po kilometrze byłem cały mokry, a butki pełne wody:). Na najbliższym przystanku przeczekaliśmy największy deszcz, a potem pocisnęliśmy do domku.
Nauka jazdy na rowerze trwała u mnie jakiś rok:). W dzieciństwie był to tylko środek lokomocji, służący do jeżdżenia wokół bloku, czasem na dalsze (wtedy 20km) wycieczki z rodzicami. Teraz rowery to moja największa pasja. Na początku jeździłem na góralu, ale teraz przesiadłem się na szosówkę. Choć mój najdalszy życiowy dystans to tylko 150km, to z miesiąca na miesiąc jeżdżę coraz więcej, dalej, pod większe górki.
GG:13845371 (zawsze niewidoczny)