Od rana czekałem aż przestanie padać, jednak w pewnym momencie nie wytrzymałem i wsiadłem na rower. Jechało się całkiem fajnie, tylko troszkę zimno. Jechałem powoli i ostrożnie, bo ślisko, a klocki już mocno zniszczone. Najgorsze było to, że kiedy wszedłem do domu, dopiero wtedy przestało padać. Później 2 godziny myłem mocno zabrudzoną szosówkę. Niestety brak czasu i ładnej pogody nie pozwala na dalsze dystanse. Może jutro będzie lepiej... Oby tylko ciuchy wyschły.
Nauka jazdy na rowerze trwała u mnie jakiś rok:). W dzieciństwie był to tylko środek lokomocji, służący do jeżdżenia wokół bloku, czasem na dalsze (wtedy 20km) wycieczki z rodzicami. Teraz rowery to moja największa pasja. Na początku jeździłem na góralu, ale teraz przesiadłem się na szosówkę. Choć mój najdalszy życiowy dystans to tylko 150km, to z miesiąca na miesiąc jeżdżę coraz więcej, dalej, pod większe górki.
GG:13845371 (zawsze niewidoczny)