Wycieczka z Rodzicami do Szczawnicy na ścieżkę rowerową wiodącą doliną Dunajca. Do Szczawnicy jechało się do dupy - cały czas wiatr w twarz. Na ścieżce całe tłumy, trochę ciasno, ale widoczki pięęękne. Myślałem, że na całej długości będzie asfalt, ale był tylko na początku i końcu, więc trochę mnie na szosówce wytrzepało. Z powrotem po prostu miodzio - słaby ruch, wiatr w plecy, dobra droga. Do domciu średnia wyszła 32km/h na 38km. Wróciłem godzinę wcześniej niż rodzice, ale brawa dla nich, bo to Ich pierwsza 100km wyprawa.:)
Komentarze (2)
Dziękuję Asiu. No nie mam zamiaru przestawać, teraz z mamą planujemy wyjazd do Krynicy, więc będzie to dla niej kolejna setka:).
Ładnie sobie poczynasz Panie Arku! :) Ta życiówka - jedyne 150 km, o których napisałeś w swoim profilu to moim zdaniem bardzo dużo i powinieneś być z nich dumny! Niektórzy przez całe życie nie zbliżają się nawet do takiego dystansu :) I wiem, że na pewno na 150 nie poprzestaniesz :)
A póki co korzystaj z wakacji i pedałuj ile wlezie :)
Pozdrowienia z Wrocławia dla Ciebie i Twoich fantastycznych Rodziców! Trzymajcie się ciepło :)
Nauka jazdy na rowerze trwała u mnie jakiś rok:). W dzieciństwie był to tylko środek lokomocji, służący do jeżdżenia wokół bloku, czasem na dalsze (wtedy 20km) wycieczki z rodzicami. Teraz rowery to moja największa pasja. Na początku jeździłem na góralu, ale teraz przesiadłem się na szosówkę. Choć mój najdalszy życiowy dystans to tylko 150km, to z miesiąca na miesiąc jeżdżę coraz więcej, dalej, pod większe górki.
GG:13845371 (zawsze niewidoczny)