Rano rodzice odwieźli mnie do Krościenka n/D, bo tam zaczynał się kolejny dzień jazdy. Po godzinnym oczekiwaniu, w końcu spotkałem Młynarza, a potem resztę Ekipy. Wyjazd był sporo opóźniony z powodu usterki w rowerku Mateusza. Ok. 12 wyruszyliśmy z Krościenka. Jechało się bardzo przyjemnie, mimo upału. W Łącku czekała na na Karolina - tam zrobiliśmy postój. Później, w Starym Sączu, zatrzymaliśmy się na wizytę w Serwisie i zwiedzanie Miasteczka, wtedy dołączył jeszcze mój kolega Marek. W drodze do Muszyny, Karolina musiała wrócić do domu, a my zrobiliśmy kolejny postój w Piwnicznej. Około 19 dotarliśmy wreszcie do Muszyny, ale niestety nie zabawiłem tam długo, bo trzeba było już wracać do domku. Smutne pożegnanie z wspaniałą Ekipą i wyścig do domu uciekając przed zachodem słońca, bo ani Ja, ani Marek nie mieliśmy lampek:). To był najlepszy dzień wakacji...
Komentarze (7)
A no tak, spotkaliśmy się. Szkoda, że nie miałem do ciebie jakiegoś numeru kontaktowego, bo widziałem wpisy z moich okolic. Jakbyś jeszcze Zawitał w te strony, to napisz, to pokręcimy razem.:)
Cieszę się bardzo, że tak Ci się podobało! :) Nam również w Waszym towarzystwie jechało się wyśmienicie :) A zwiedzanie Starego Sącza z TAKIMI przewodnikami to niezapomniane przeżycie - źródełko św. Kingi zadziałało - przestały mnie boleć ścięgna :) Pozdrowienia
Nauka jazdy na rowerze trwała u mnie jakiś rok:). W dzieciństwie był to tylko środek lokomocji, służący do jeżdżenia wokół bloku, czasem na dalsze (wtedy 20km) wycieczki z rodzicami. Teraz rowery to moja największa pasja. Na początku jeździłem na góralu, ale teraz przesiadłem się na szosówkę. Choć mój najdalszy życiowy dystans to tylko 150km, to z miesiąca na miesiąc jeżdżę coraz więcej, dalej, pod większe górki.
GG:13845371 (zawsze niewidoczny)